sobota, 13 lipca 2013

Air adventure - na pierwszy rzut oka

Kto właśnie kupił MacBooka Air albo miał okazję bawić się nim dłużej, może sobie podarować ten post, a nawet każdy inny z tej serii. To będzie "opowiadanie z oazy na pustyni autorstwa odwodnionego turysty z Europy". Niniejszym stałem się właścicielem nowiutkiego MacBooka Air. Właśnie wczoraj przyjechał do mnie z Chin.




Zamówienie - środa późnym wieczorem. Wysyłka - sobota rano. Potem podróż przez Holandię, Warszawę i Lublin. Przesyłka była zwykła, bezpłatna.

W czwartek kurier przywiózł mi kartonik, który okazał się wierzchnim opakowaniem, zawierającym opakowanie właściwe, włożone pomiędzy odpowiednio dystansujące narożniki. Nic nie miało prawa się uszkodzić.

Samo opakowanie właściwe, stosunkowo niewiele większe od pudełka na iPada i tak samo zafoliowane. Otwiera się również w ten sam sposób, zdejmując jego górną część. I jeszcze raz, identycznie jak w iPadzie, po zdjęciu pokrywy, od razu na wierzchu leży on, MacBook Air z ekranem 11,6 cala. Identycznie opakowany, nawet z podobnym języczkiem, za który trzeba pociągnąć, żeby komputer wydobyć na zewnątrz.

To już moje trzecie urządzenie od Apple, które rozpakowuję w ten sposób i zawsze jest to prawdziwa przyjemność. Biorąc komputer do rąk, nie ustrzegłem się porównań z innymi urządzeniami, nazywanymi „ultrabookami”. Właśnie kilka dni temu znajomy pokazywał mi któregoś Della Vostro. Waga - 1200 g, czyli wszystko się zgadza. Ale potem - masakra: toporność i trzask luźnych części... Szok!

MacBook Air z ekranem 11,6 cala waży 1,08 kilograma. Wysokość - od 0,3 do 1,7 cm. Szerokość - 30 cm, głębokość - 19,2 cm.

Wszystko stanowi zwartą bryłę, która nigdzie się nie ugina i nigdzie nie trzeszczy. Od pierwszej chwili wiadomo, że ręce będą wygodnie spoczywać na klawiaturze (wspomnienie kanciastych krawędzi mojego plastykowego MacBooka jeszcze pogłębia to wrażenie).

Klawiatura pełnowymiarowa, jeśli nie liczyć wąskich klawiszy funkcyjnych. Strzałki tworzą wyraźnie oddzielony blok, za to klawisz „Escape” leży sobie w szeregu klawiszy funkcyjnych i niczym się od nich nie odróżnia. Klawisz „Return” (inaczej „Enter”) - tradycyjnie w formie odwróconego „l”. Klawisze „Shift”, „Backspace” i klawisze kontrolne - również odpowiednio większe. Klawiatura lekko twardsza od bezprzewodowej klawiatury Apple, działa świetnie i można na niej pisać bardzo szybko. Pierwszym zabiegiem, jaki na niej wykonałem, była oczywiście zamiana prawego klawisza „Command” z prawym klawiszem „Option”. Pomógł mi program „KeyRemap4MacBook”.

O ekranie się nie wypowiem. Nie używam, nie znam się.

Aha, komputer, przy cięższej pracy grzeje się nieco, ale nie osiąga nieprzyjemnej temperatury. Wentylatora, jak dotąd, nie słyszałem, ale są świadkowie, którzy twierdzą, że przy odpowiednich warunkach atmosferycznych daje on o sobie znać.

A czy wspominałem już o klapie, która zamyka się z lekkim pyknięciem powietrza, bo taka jest szczelna? ;) Choć bawią mnie te wszystkie opowieści o wystudiowanych odgłosach i efektach wykonywania różnych czynności z komputerami, to jednak trudno odmówić MacBookowi Air elegancji także i w tym zakresie. Delikatna uszczelka blisko wewnętrznej krawędzi klapy z pewnością spełnia tu swoje zadanie.

Ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz